środa, 31 października 2007

Wspomnienie






Tyle myśli,tyle snów

Bez szans na spełnienie

Co raz legło w gruzach

Nie odrodzi się.

Zmarnowane szanse

Nie powtórzą się.

Czas pędzi nieubłaganie

Wszystko dzieje się
Jedynie raz!

Zmarnowałam tysiące szans

Pogrzebałam setki snów.

A myśli...Myśli dręczą.

Wspomnienia przypominają:

"Zmarnowałaś ten czas

Zaprzepaściłaś szansę."

Ból przenika umysł i ciało

Całą moją egzystencję..

Popycha w jedną stronę..

Tam gdzie kończy się czas

Gdzie nie ma już nas...





Przeszłość,przyszłość(?)

Gdy myślę o tym co było,
Wpadam w swoisty toksyczny trans.
Wyrzuty za kilka zmarnowanych szans
To o czym marzyłam nigdy się nie spełniło.

Gdy myślę o tym co było,
Chcę wrócić tam i zmienić wszystko
Nie mogę! Jestem końca blisko.
Zbyt piękne było,to co mi się śniło.

Gdy myślę o tym co będzie,
Zimny dreszcz ciało przenika
Jutro nic mnie nie czeka
Codziennie zimno i szaro jest wszędzie.

Gdy myślę o tym co będzie,
Wierz mi ,moja sztuka nie kłamie
Kiedyś w końcu się złamię
Będę kolejną,która odejdzie.



sobota, 27 października 2007

My fucking art



Ech.. No więc już wiem czym będzie mój 5 blog!!! Uhh zeszło mi na to aż 2 miesiące żeby wymyśleć co tu ciekawego będzie;) A więc proszę państwa :

"My fucking art"

Moje wierszydła i moje rysunki. A co się bd skromność przede wszystkim.. Pozdro...





Alabastrowo-karmazynowa zima..


Nim popłynęła karmazynowa czerwień,

Miałam setki pięknych marzeń.

Chciałam być kimś,chciałam na jawie śnić..

Jedak w końcu pękła cieńka życia nić.

Babie lato łączące mnie z piekłem,

Które potocznie wśród ludzi zwanw jest światem...

Dla jednych piekło dla innych raj.

Mnie już bzem nie rozkwitnie maj.

O,słodkie wakacyjne słońce,

Nie rozgrzeją mnie już Twoje promienie lśniące.

Jesienny liść nie spadnie niefortunnie na głowie,

Nie zobaczę krwistego oka byka na niebie...


Karmazyn spływa po dłoni cichutko,

Zabarwia alabastrowy śnieg wolniutko.

Kap,kap... Z każdą kroplą upływa ze mnie życie.

Wołam jeszcze "RATUJ",ale wołam skrycie...

Czuję na twarzy chłodny zefir.

Cisza... O tej porze martwy już zgiełku wir.

Padam.. Unoszę się ponad siebie...

I chyba... O tak... Jestem już w niebie...