Czasami w życiu człowieka zdarza się coś czego nigdy by się nie spodziewał i nigdy nawet nie przypuszczał ,że może wydarzyć się w rzeczywistości. Tak też było i tym razem... Pochodziłam z rodziny głęboko wierzącej. Ojciec zawsze powtarzał,że trzeba mieć ufność w Chrystusie a nigdy nic złego się nie przydarzy... Wierzyłam w słowa ojca i gorąco się modliłam do Jezusa by nigdy nic złego mnie nie potkało. Przez te wszystkie lata wychodziłam cało z różnych opresji. Zawsze jakimś dziwnym trafem wszystko układało się i wracało na właściwe tory.... Mijały lata a ja dorastałam w miłości i cieple rodzinnym. Chociaż byłam dobrze wychowana zdarzało mi się popełniać głupstwa a to co opiszę było jednym z nich...
Siedziałam wieczoru pewnego z przyjaciółką w barze mlecznym... Plotkowałyśmy ,śmiałyśmy się i dzieliłyśmy się różnymi nowinkami o kolegach ze szkoły ,którą skończyłyśmy kilka lat wcześniej. Tyle się pozmieniało. Każdy z nas ruszył w innym kierunku. Jedni wyjechali za granicę studiować,inni założyli rodzinę a jeszcze inni tak jak ja szukali sensu w tej szarej rzeczywistości...
Generalnie nie zwracałam uwagi na ludzi tylko skupiałam się na rozmowie,ale kiedy tym razem otworzyły się drzwi po prostu wszystko co widziałam i słyszałam zawęziło się tylko do niego... Wysoki, przystojny i....jakby obłąkany. Zasiadł przy barku i poprosił o dużego drinka... Oczywiście w barze mlecznym mogli mu zaoferować jedynie kawę... Nie wiem czy do niego nie docierało gdzie wszedł czy może był odurzony jakimiś środkami. Przyglądałam się mu tak uważnie,że moja koleżanka ,aż zwróciła mi uwagę bym ją słuchała.... Przytaknęłam jej i jeszcze chwilę słyszałam jej opowieść jednak nie długo bo znowuż cała moja uwaga uciekła w jego stronę....
Zamówił wreszcie kawę rezygnując z drinka... Powiedział,że woli być trzeźwy,żeby móc przed NIMI uciec kiedy po niego przyjdą... Nie wiedziałam o co chodzi.. Może był nie spełna rozumu,ale im dłużej się przyglądałam temu mężczyźnie tym bardziej dostrzegałam,że nie jest szalony tylko przerażony....
Próbował coś mowić do kolesia który siedział obok niego.. Nie słyszałam dokładnie o czym mówił... Powtarzał tylko coś o bestiach. Mężczyzna postukał się po głowie i przemiusł się do stolika zostawiając tamtego samego. Ten "obłąkany" spojrzał gdzieś przed siebie i zwiesił głowę w bezsilności...
To był impuls. Nawet nie zauważyłam kiedy wstałam od stolika i poszłam w stronę baru odsunęłam stołek i usiadłam obok mężczyzny... Moja koleżanka musiała się nie źle wkurzyć,ale jestem pewna ,że mi wybaczyła... Mężczyzna jeszcze chwilę siedział bez ruchu,aż wreszcie podniósł głowę i spojrzał na mnie załzawionymi niebieskimi oczami... Wyglądał jakby nie spał kilka nocy...
-Czego chcesz..? - burkną prawie nie słyszalnym głosem.
-Wysluchać Cię...
-Jasne-ożywił się..-pewnie w stoliku czekają Twoi koleżkowie z którymi będziesz miała nie zły ubaw ze mnie... Zjeżdżaj i nie zawracaj mi głowy. I tak nie zostało mi wiele czasu a nie chcę go tracić na kolejną bezsensowną rozmowę.. I tak mi nikt nie wierzy..
I to był dla mnie najlepszy punkt zaczepienia.
-Mój ojciec wychował mnie tak bym służyła bliźnim... Zauważyłam,że jesteś sfrustrowany i chcesz z kimś pogadać,więc...jestem i słucham Cię. Uwierzę w to co powiesz,gdyż tak mi nakazuje wiara. -chyba podziałało,bo koleś uśmiechnął się a jego oczy jakby błysnęły błekitem.
-No dobrze ,ale.... rozejrzał się po lokalu,ludzie zerkali na nas z ukradka. Pewnie dlatego ,że wcześniej zachowywał się tak niespokojnie.- uhmmm...może nie tu. Za wiele ludzi,czuję się źle kiedy jestem w tłumie...
Przytaknęłam i poszłam po moją torebkę... Powiedziałam koleżance,że się jeszcze z nią skontaktuję i wyjaśnię jej wszystko później. Niestety nie mogłam tego już nigdy zrobić.
Podążyłam posłusznie za mężczyzną . Podszedł do czerwonego mustanga... W głowie mi zawirowało kiedy wyciągnął w jego stronę rękę a światła wesoło zamigotały sygnalizując,że auto jest otworzone.... Jednak nie to zrobiło na mnie wrażenie jakim autem woził się ten człowiek a to ,że ktoś kogo stać na taki pojazd doprowadził się do takiego stanu. Podszedł do drzwi i otworzył je przede mną... Wsiadłam do wozu. Roznosił się w nim zapach samochodowych perfum o bardzo przyjemnych nutach wanilii,piżma i innych zapachów których nie umiałam rozpoznać. Zastanawiałam się co faceta o tak dobrym smaku mogło tak bardzo skołować... Wsiadł do samochodu i odpalił... W jednej chwili znaleźliśmy się na drodze gnając z wielką prędkością.
-Dlaczego się tak spieszysz!- czułam się nie pewnie jadąc taką szybkością po miescie. Łatwo o wypadek w takich warunkach,a mnie życie było miłe... Zapięłam pasy... Zaśmiał się...
-Myślisz,że śmierć w wypadku jest straszna?! Z dwojga złego wolałbym właśnie taką....
-Co masz na myśli??? Zwolnij proszę!!!- Ściągnął nogę z gazu i trochę mi ulżyło...
-Byłem tydzień temu w jednej miejscowości w interesach... Było świeżo po wypłacie więc w portfelu miałem cała sumę bo nie lubię plastiku. No wiesz...kart kredytowych... ALe pech chciał ,że jakiś koleś skosił mi go z kieszeni. Na szczęście,albo nie szczęście połapałem się i pobiegłem za nim by odzyskać moją własność i skopać dupkowi tyłek...-patrzyłam na niego a on stawał się coraz sopkojniejszy a wzrok skupiony na drodze. Slowa stawały się pewne... Strach ustępował spokojowi..spokoj nienawiści....-biegłem za mim dobry kilometr pokonując spore wzniesienie.. Zobaczyłem za nim jakieś opuszczone rudery.. Ponoć opuszczone miasteczko w którym straszy... Tyle dowiedziałem się o tej miejscowości i jej historii przez te kilka dni pobytu... Przecież nie mogłem sądzić ,że... No ale po kolei... Koleś pobiegl w to miejsce a mnie cóż pozostało.. Goniłem go dalej. Jednak w pewnym momencie się zatrzymał jak wryty ,więc postanowiłem się schować w bezpiecznej odległości. Przypuszczałem,że dostrzegł swoich koleżków i będą zgrywać kozaków co by mogło się dla mnie źle skończyć... Ale nie... Na przeciwko wyszła mu mała grupka ludzi. Byli dziwni.. Spokojni,bezszelestni.. W sumie wzięli się z nikąd,tak jakby zmaterializowali się... Była z nimi kobieta.. Objęła go w pasie i.....-głos mu zadrżał. Jakieś wspomnienia znowu zakłóciły jego pewność siebie i lekko odbiły się na twarzy. Dotknęłam jego ramienia...
-Jak nie chcesz to nie musisz mowić więcej...
-Muszę bo inaczej stracę do końca rozum! Ona ..ona wgryzla się w jego szyję a reszta zaczęła się dziko śmiać... W tym momencie uciekłem,ale jestem pewien,że wiedziały o mnie te istoty... Dały mi pokaz a teraz zapolują na mnie. Boję się każdego szmeru i każdego dziwaka o jasnej cerze... Nigdy nie wierzyłem w demony,duchy i inne głupoty,ale teraz już nie jestem pewien czy rzeczywiście wszystkie te opowieści są wyssane z palca. Widziałem to! Nie śniło mi się. Przyjechalem do tego miasta zaraz po tych wydarzeniach. Nawet nie wstąpiłem do pensjonatu po moje rzeczy.... To było takie straszne...
-Co to byli za ludzie?? -zapytałam z zaciekawieniem. Jakaś dziwna cząstka mnie pragnęła odkrycia tej tajemnicy.. Chciałam wiedzieć a jego umysł był kluczem.
-To..hm.. nie jestem pewien,ale jeśli wierzyć w legendy.. Eghm... Oglądałaś Wywiad z wampirem?
-Owszem...ale co to ma do rzeczy...
Spojrzał na mnie i utkwił we mnie swój przenikliwy wzrok.... Nie musiał już nic mówić... Już wiedziałam,choć nie mogłam uwierzyć.
-..o wielki Boże... Chyba nie chcesz mi powiedzieć ,że to były....
-Tak.... To były one!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz