W sumie myślę,że nie ma nic złego w uosabianiu się z czymś czym się nie jest i nigdy nie będzie. To jest właśnie sila wyobraźni i przywilej artystów.
Można robić co się chce. Być czymś co nierealne...
Ja wybieram bycie aniołem,bo chcę być z całego serca taka jak one... Przecież nie jest grzechem marzyć o skrzydlach prawda?? ;)
Chociaż każdy z nas wygląda jak człowiek i zachowuje się generalnie jak człowiek...nie jest nim... A już napewno nie ja... W końcu pochodzę z rodu aniołów a to ,że przypadkiem stałam się potępioną to szczegół... Życie nasze jest proste... Pozwalamy sobie na przyjemności takie jakie są przywilejem Was...ludzi. Lubimy przechadzać się po parku,lubimy iść do pubu. Prawie normalnie. PRAWIE.... Gdyż ciągle towarzyszy nam głód... Ten specyficzny głuchy tętent dzikej żądzy krwi która rozbrzmiewa echem w głowie.... I narasta...narasta... Aż w pewnym momencie uświadamiasz sobie ,że trzymasz w rękach przerażonego obywaltela ze spojrzeniem pochwyconej zwierzyny.. I cóż .. W istocie przecież nią jest... Z kącików ust spływa Ci słodki gęsty nektar,który NAM wampirą daje życie i ulgę od glodu. No cóż to jest ta nieprzyjemna część Naszego życia,tórej tak na prawdę nienawidzę. Nie lubię robić Wam krzywdy,przez wzgląd na czasy tak dawne,że w rzadnych starych księgach nie są opisane.
Myślicie pewnie,ze nieśmiertelność to błogoslawieństwo. Ale pomyślcie jakże niesprawiedliwe jest czucie głodu przez wieczność.... Jakże ciężkie jest czekanie na ukochanego. Codzienne rozmyślanie i nadzieje,że może właśnie dziś dane będzie go spotkać... Taaak,niestety.. Innym może jest lżej. Tym ,co za życia przed przemienieniem byli ludźmi... Mogli patrzeć jak ich bliscy żyją,starzeją się i umierają. Nikt nie bronił im obserwować ludzi... Jedni nawet łamali zakaz i spotykali się z nimi. A ja?! Zostałam wygnana z nieba przez to że kochałam demona. Teraz sama nim jestem tylko z tą różnicą ,że w innym wymiarze. Nie wiem jak to będzie przetrwć cała wieczność w tęsknocie. Może los uśmiechnie się do mnie i kiedyś ujrzę Ursusa dumnie galopującego na swoim czarmym dzikim ogierze. Ahh jak bardzo kochałam ten widok.. Innych aniołów napawał trwogą ,ale nie mnie. Ja zawsze wiedziałam,że nawet demoni mają serce. W końcu wywodzą się z tego samego rodu co świetliści. No i stało się pokochałam największego z największych wojów. Tego który zabił wielu z moich braci... I za to poniosłam karę. Może na nią zasłużyłam. Nie wiem. Ciężko mi to ocenić. Ale czy miłość jest grzechem? Czy przez to ,że serce zabiło to wystarczający powód by odcinać mnie od rodziny i ukochanego?? Nigdy tego nie zrozumię. No coż,bardzo odbiegłam od tematu ...
No więc wracając do naszego wampirzego życia. Na czym to skończyła..? Aaaa wieczność... Z jednej strony ciagła samotność,chyba że zrzeszymy się w klan taki jak nasza grota. Ale nawet w takim miejscu brakuje ciepła.. W końcu jak szukać go wśród nieżywych? Bo przecież wiecie,że nasze ciała są martwe,prawda? Nie macie pojęcia jakie to wstrętne uczucie nie czuć bicia swego serca.... Dotyk dłoni wampira jast lodowaty jak oddech azteckiego Iztlacoliuhtqui... To znaczy PRZERAŹLIWIE zimny... !!!
Z drugiej znowuż strony wiele widziały nasze oczy.... Ja przezylam na ziemi około tysiąca lat... Szmat czasu ,ale wobec wieczności to ani ułamek sekundy. Moje oczy widziały,egzekucje na czarownicch,wojny,zarazy. Widzialy też ślubne bale do rana. Ale to świat ludzi nie nasz. My mamy inne zmartwienia. Zwią się wilkołaki. Taaa krwiorzercze bestie. Lubią krew ludzi ,ale ponad wszystko są koneserami krwi stworzeń nocnych takich jak my-wampiry. Więc musimy mieć się na baczności gdyż nie wiemy kiedy się zjawią. A powiem Wam ,ze są naprawdę straszne! Ich ogromne pyski i dłygie kły! One nie jedzą tak czysto jak my. Po uczcie wilków zostją tylko strzępy mięsa i kości co wygląda dośc nieapetycznie... Ponadto ciężko dać im radę bo mają wielką siłę. Nie żebymy byli słabi bo wcale tak nie jest. Mamy swoje moce jednakże wilkołaki to godni przeciwnicy. Co jakiś czas czują taki głód na naszą krew ,że wataha rusza na łowy. Sa to dni grozy... Musimy walczyć żeby żyć... Wiem wiem,narzekałam na wieczną tułaczkę po ziemi ,ale chyba nikt nie chcialby być rozszarpany przez wilka. Upokażające! No więc kiedy przychodzi czas wojny zostawiamy wszystkie swe zwykłe zajęcia,opuszczamy grotę i stajemy przed naszymi śmiertelnymi wrogami. Musimy wyzbyć się wszelkiego strachu by pokonać nie żadko silniejszych przeciwników. Uważam jednak ,że w gromadzie latwiej stawić czoła rozwścieczonej bestii niż w pojedynkę.
Przypominam sobie,ze kiedyś,był to chyba rok 1587 ,jesień....albo może nawet zima...przechadzałam się przez park... Miałam to w zwyczaju... Piękne czasy... Opasłe suknie i kożuchy... Łatwo było ukryć skrzydła,pod zwojami falbam i koronek... A nawet czasem szło je wykożystać jako ozdobę.. Oj ,znów zeszłam z tematu... Przechodząc przez uliczkę usłyszałam jakiś dzwięk. Przystanęłam nasłuchując... Pomyślałam ,ze miłoby było zjeść kolację... ALe się pomyliłam,bo niestety to ja miałam nią być! Z krzaków wyskoczył rudy wilk... Pech chciał ,ze w tych czasach jeszcze nie znano kwasu pieprzowego ani odstraszaczów na psy... A ja miałam przy sobie tylko parasolkę... I co niby miałam mu nią zrobić?? Dać w łeb? Nie bardzo bo nawet nie dosięgłabym... Uciekać?? Nie przystoi szanującemu się wilkołakowi... No więc stanęłam do walki... Jednak co to była za walka... Obalił mnie jednym ruchem łapy... Aż wstyd się prrzyznać... Naszczęście podobnie jak ja nie był uzbrojony więc nie miał czym odciąć mi głowy... I tyle szczęścia... Ale nie na długo... Zwalił się na mnie tym śmierdzącym cielskiem i zaczą okladać łapami... Poranił mi ramiona piersi a nawet twarz.... W końcu zemdlałam z wysiłku. Bylam pewna ,że zaraz spotka mnie ta chańba bycia rozszarpaną przez wilka. Jednak otwarłam oczy... Zaczynało świtać... A obok mnie leżalo ścierwo rudego wilkołaka. Jak to się stało?? Jest to zagadka której chyba nigdy nie rozwiklam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz