
To miasto to istna ruina. Ludzie ze wsi nigdy się tam nie zapuszczają. Robią to tylko ludzie którzy chcą się ukryć... Przychodzą wtedy tutaj.. Oczywiście nikt za nimi tutaj nie przyjdzie więc czują się bezpieczni... Zaczynają snuć się po zabłoconych uliczkach i oglądać dokładnie każdy zakamarek.... Najczęściej odnajdują w końcu część sypialną miasta... Najbardziej cieszyło nas to kiedy robili to nocą.... Mieliśmy wtedy urozmaicenie nudnej rutyny,bo jakże zabawny jest ich wyraz twarzy kiedy odkrywają salę pełna trumien... Co odważniejsi a może szaleni.. nie wiem.. podchodzą i otwierają jedną z nich ,by przekonać siebie,że tak naprawdę tam nic niema,że to nie są trumny tylko skrzynie(cóż za naiwność) ... Czasami zdarzało się ,że ktoś jeszcze nie wstał no to człowieczka czekał wielki szok... Po otwarciu wieka jego oczom ukazywała się blada postać i...nagle otwierała oczy. Nieszczęśnika paraliżowało ze strachu... No cóż przynajmniej nie trzeba było gonić śniadania...
Znam to miejsce z odwiedzin w tamtych stronach... Lecz nic nie zastąpi naszej groty...
..........................
Dużo się u nas mówiło o tym miasteczku zza wzniesienia... Nikt od lat tam nie zagląda,ale krąży po wsi legenda,że miejsce to jest nawiedzone. Czasami kiedy w nocy jest zupełnie cicho ludzie słyszą jakieś dźwięki spoza górki dzielącej naszą wieś od miasteczka.. Nikt oczywiście nie ma ochoty tam iść sprawdzić co jest przyczyną tych niepokojących odgłosów. Mawiają,że to duchy,ale ja wiem ,ze tak wcale nie jest. Prawdę znam ja i one.
Cała historia zaczęła się od pewnego piątkowego wieczoru który postanowiłem spędzić w barze na peryferiach wsi przy dobrym drinku podczas cotygodniowej potańcówki. Pojawiał się tam wcześniej pewien nieznajomy koleś. Nigdy nie przyglądałem mu się uważnie gdyż zawsze z byłem pogrążony rozmową z kimś. Tym razem jednak oblewałem samotnie odebranie wypłaty z największą premią jaką kiedykolwiek dostałem ...
Zacząłem obserwować tego gościa bo się dziwnie pałętał po lokalu... Zauważyłem w pewnym momencie jak ociera się o pewnego faceta i wyjmuje mu portfel.. Zaświeciła mi się wtedy czerwona lampka,że mamy w barze złodzieja... Pomyślałem o pieniądzach w moim portfelu... Nagle ktoś się o mnie otarł... Ten koleś! Automatycznie dotknąłem kieszeni która była już pusta... No nie cała wypłata w nim była.... (bo lubię mieć papierki ,które mogę dotknąć i zobaczyć. Nie to co z cyferkami na bankomacie)... Zacząłem się rozglądać za tym typem i zauważyłem go przy drzwiach. Widocznie wyczuł,że go przejrzałem i postanowił zwiewać. Pobiegłem za nim.... Kiedy dostałem się na zewnątrz zobaczyłem jak biegnie na wzniesienie. Pięknie ,biegnie do Przeklętego miasta... Pomyślałem. No ,ale co byście wybrali... Pieniądze czy strach przed starą legendą? Ja wybrałem pieniądze i puściłem się galopem za nim... Biegł szybko,nie mogłem nadążyć za nim szczególnie pod tą górę... Zostałem daleko w tyle. Goniłem go tak nie całe dwa kilometry... Widziałem jak wbiega do miasta i kieruje się na zapuszczoną główną drogę. Nigdy tam nie byłem za dnia a tym bardziej nie w nocy... Było to straszne miejsce. Opuszczone ciche. Domy i większe budynki pozawalane. Na drodze ,a raczej czymś do niej podobnym ,mnóstwo błota. Wkoło rosło pełno zapuszczonych traw i krzaków a ten typ miedzy nimi. Przystanąłem daleko za nim. Coś mnie niepokoiło. Może to ,że on stanął jak wryty w pół kroku. Schowałem się za drzewem obserwując co się będzie działo. W końcu mogli tam być jego koleżkowie a on mnie tam zwabił,żeby spuścić mi łomot. Nic nie widziałem na początku... Jednak po paru chwilach na przeciwko mężczyzny pojawiły się dwie postaci... Dostrzegłem ,że ich skóra była bardzo jasna.. Nawet z daleka było to widać co wydało mi się dziwne. Była to kobieta i mężczyzna. Odzienie tegoż drugiego było dziwne.. W tych czasach nosi się dżinsy i koszule a nie,takie średniowieczne ciuchy. Poczułem niepokój. Mężczyzna przemówił głęboki głosem a kobieta tajemniczo sie uśmiechało i ...mógłbym przysiądź ,że jej oczy się rozżarzyły.. Ale mogło mi się przecież wydawać gdyż stałem daleko od nich... Słyszałem wyraźnie co mówił ten w dziwnym stroju...
-Po cóż przybywasz w to miejsce ??? Czy schronienia szukasz przed kimś w mieście porzuconym..? No więc powitać wypada gościa. Bo Ci bardzo rzadko u nas goszczą... Zapraszam na śniadanie...
A na twarzy pojawił mu się uśmiech tak złowieszczy i ironiczny ,ze przeszedł mnie zimny dreszcz.... Z powalonych budynków na drogę zaczęły wylewać się ciemne postacie. Poruszały się bezszelestnie w stronę gościa który przed chwilą ukradł mi portfel. Widziałem jak drży ze strachu. Ja też się trzęsłem.. Chciałem uciekać ,ale nie mogłem.
Miałem być świadkiem najbardziej obrzydliwego widoku jaki było mi dane widzieć w całym moim życiu...
Podeszła do niego ta kobieta o dziwnym spojrzeniu... Objęła go w pasie i dotknęła policzka. W tym momencie rabuś zaczął krzyczeć. A był to krzyk zwierzęcia złapanego w potrzask pełnego bólu i bezkresnego przerażenia... Złapała go od tyłu za głowę i wgryzła się w jego szyję.... Reszta zaczęła panicznie się śmiać,wstrętnym dzikim rechotem,który jeszcze dziś słyszę we śnie.. Lecz jeszcze bardziej utkwił mi w pamięci krzyk który wznosił się ponad śmiechem.... Nawet nie wiem kiedy znalazłem się na szczycie wzniesienia. Jakiś pierwotny instynkt przetrwania poniósł me nogi naprzód byle dalej od tych bestii...
Straciłem tej nocy nie tylko portfel ,ale też spokój,bo wiem,że one były świadome mojej obecności. Dały mi przedstawienie a kiedyś mnie odnajdą bym zapłacił za nie własną krwią... Kiedy idzie wieczorem ulicami miasta do którego się przeniosłem,przeraża mnie każdy człowiek o bladej cerze i każdy szmer choć wiem,ze są bezszelestni...
..................................................................................................
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
..................................................................................................
Czasami w życiu człowieka zdarza się coś czego nigdy by się nie spodziewał i nigdy nawet nie przypuszczał ,że może wydarzyć się w rzeczywistości. Tak też było i tym razem... Pochodziłam z rodziny gleboko wierzącej. Ojciec zawsze powtarzał,że trzeba mieć ufność w Chrystusie a nigdy nic złego się nie przydarzy... Wierzyłam w słowa ojca i gorąco się modliłam do Jezusa by nigdy nic złego mnie nie potkało. Przez te wszystkie lata wychodziłam cało z różnych opresji. Zawsze jakimś dziwnym trafem wszystko układało się i wracało na właściwe tory.... Mijały lata a ja dorastałam w miłości i cieple rodzinnym. Chociaż byłam dobrze wychowana zdarzało mi się popełniać głupstwa a to co opiszę było jednym z nich...
Siedziałam wieczoru pewnego z przyjaciółką w barze mlecznym... Plotkowałyśmy ,śmiałyśmy się i dzieliłyśmy się róznymi nowinkami o kolegach ze szkoły ,którą skończyłyśmy kilka lat wcześniej. Tyle się pozmienialo. Każdy z nas ruszył w innym kierunku. Jedni wyjechali za granicę studiować,inni założyli rodzinę a jeszcze inni tak jak ja szukali sensu w tej szarej rzeczywistości...
Generalnie nie zwracałam uwagi na ludzi tylko skupiałam się na rozmowie,ale kiedy tym razem otworzyły się drzwi po prostu wszystko co widziałam i słyszałam zawęziło się tylko do niego... Wysoki, przystojny i....jakby obłąkany. Zasiadł przy barku i poprosił o dużego drinka... Oczywiście w barze mlecznym mogli mu zaoferować jedynie kawę... Nie wiem czy do niego nie docierało gdzie wszedł czy może był odurzony jakimiś środkami. Przyglądałam się mu tak uważnie,że moja koleżanka ,aż zwróciła mi uwagę bym ją słuchała.... Przytaknęłam jej i jeszcze chwilę słyszałam jej opowieść jednak nie długo bo znowuż cała moja uwaga uciekła w jego stronę....
Zamówił wreszcie kawę rezygnując z drinka... Powiedział,że woli być trzeźwy,żeby móc przed NIMI uciec kiedy po niego przyjdą... Nie wiedziałam o co chodzi.. Może był nie spełna rozumu,ale im dłużej się przyglądałam temu mężczyźnie tym bardziej dostrzegałam,że nie jest szalony tylko przerażony....
Próbował coś mowić do kolesia który siedział obok niego.. Nie słyszałam dokładnie o czym mówił... Powtarzał tylko coś o bestiach. Mężczyzna postukał się po głowie i przemiusł się do stolika zostawiając tamtego samego. Ten "obłąkany" spojrzał gdzieś przed siebie i zwiesił głowę w bezsilności...
To był impuls. Nawet nie zauważyłam kiedy wstałam od stolika i poszłam w stronę baru odsunęłam stołek i usiadłam obok mężczyzny... Moja koleżanka musiała się nie źle wkurzyć,ale jestem pewna ,że mi wybaczyła... Mężczyzna jeszcze chwilę siedział bez ruchu,aż wreszcie podniósł głowę i spojrzał na mnie załzawionymi niebieskimi oczami... Wyglądał jakby nie spał kilka nocy...
-Czego chcesz..? - burkną prawie nie słyszalnym głosem.
-Wysluchać Cię...
-Jasne-ożywił się..-pewnie w stoliku czekają Twoi koleszkowie z którymi będziesz miała nie zły ubaw ze mnie... Zjeżdżaj i nie zawracaj mi głowy. I tak nie zostało mi wiele czasu a nie chcę go tracić na kolejną bezsensowną rozmowę.. I tak mi nikt nie wierzy..
I to był dla mnie najlepszy punkt zaczepienia.
-Mój ojciec wychował mnie tak bym służyła bliźnim... Zauważyłam,że jesteś sfrustrowany i chcesz z kimś pogadać,więc...jestem i słucham Cię. Uwierzę w to co powiesz,gdyż tak mi nakazuje wiara. -chyba podziałało,bo koleś uśmiechnął się a jego oczy jakby błysnęły błekitem.
-No dobrze ,ale.... rozejrzał się po lokalu,ludzie zerkali na nas z ukradka. Pewnie dlatego ,że wcześniej zachowywał się tak niespokojnie.- uhmmm...może nie tu. Za wiele ludzi,czuję się źle kiedy jestem w tłumie...
Przytaknęłam i poszłam po moją torebkę... Powiedziałam koleżance,że się jeszcze z nią skontaktuję i wyjaśnię jej wszystko później. Niestety nie mogłam tego już nigdy zrobić.
Podążyłam posłusznie za mężczyzną . Podszedł do czerwonego mustanga... W głowie mi zawirowało kiedy wyciągnął w jego stronę rękę a światła wesoło zamigotały sygnalizując,że auto jest otworzone.... Jednak nie to zrobiło na mnie wrażenie jakim autem woził się ten człowiek a to ,że ktoś kogo stać na taki pojazd doprowadził się do takiego stanu. Podszedł do drzwi i otworzył je przede mną... Wsiadłam do wozu. Roznosił się w nim zapach samochodowego perfumu o bardzo przyjemnych nutach wanilii,piżma i innych zapachów których nie umiałam rozpoznać. Zastanawiałam się co faceta o tak dobrym smaku mogło tak bardzo skołować... Wsiadł do samochodu i odpalił... W jednej chwili znaleźliśmy się na drodze gnając z wielką prędkością.
-Dlaczego się tak spieszysz!- czułam się nie pewnie jadąc taką szybkością po miescie. Latwo o wypadek w takich warunkach,a mnie życie było miłe... Zapięłam pasy... Zaśmiał się...
-Myślisz,że śmierć w wypadku jest straszna?! Z dwojga złego wolałbym właśnie taką....
-Co masz na myśli??? Zwolnij proszę!!!- Ściągnąl nogę z gazu i trochę mi ulżyło...
-Byłem tydzień temu w jednej miejscowości w interesach... Było swieżo po wypłacie więc w portfelu miałem cała sumę bo nie lubię plastiku. No wiesz...kart kredytowych... ALe pech chciał ,że jakiś koleś skosił mi go z kieszeni. Na szczęście,albo nie szczęście połapałem się i pobiegłem za nim by odzyskać moją własność i skopać dupkowi tyłek...-patrzyłam na niego a on stawał się coraz sopkojniejszy a wzrok skupiony na drodze. Slowa stawały się pewne... Strach ustępował spokojowi..spokoj nienawiści....-biegłem za mim dobry kilometr pokonując spore wzniesienie.. Zobaczyłem za nim jakieś opuszczone rudery.. Ponoć opuszczone miasteczko w którym straszy... Tyle dowiedziałem się o tej miejscowości i jej historii przez te kilka dni pobytu... Przecież nie mogłem sądzić ,że... No ale po kolei... Koleś pobiegl w to miejsce a mnie cóż pozostało.. Goniłem go dalej. Jednak w pewnym momencie się zatrzymał jak wryty ,więc postanowiłem się schować w bezpiecznej odległości. Przypuszczałem,że dostrzegł swoich koleszków i będą zgrywać kozaków co by mogło się dla mnie źle skończyć... Ale nie... Na przeciwko wyszła mu mała grupka ludzi. Byli dziwni.. Spokojni,bezszelestni.. W sumie wzięli się z nikąd,tak jakby zmaterializowali się... Była z nimi kobieta.. Obięła go w pasie i.....-głos mu zadrżal. Jakieś wspomnienia znowu zakłóciły jego pewność siebie i lekko odbiły się na twarzy. Dotknęłam jego ramienia...
-Jak nie chcesz to nie musisz mowić więcej...
-Muszę bo inaczej stracę do końca rozum! Ona ..ona wgryzla się w jego szyję a reszta zaczęła się dziko śmiać... W tym momencie uciekłem,ale jestem pewien,że wiedziały o mnie te istoty... Dały mi pokaz a teraz zapolują na mnie. Boję się każdego szmeru i każdego dziwaka o jasnej cerze... Nigd nie wierzyłem w demony,duchy i inne głupoty,ale teraz już nie jestem pewien czy rzeczywiście wszystkie te opowieści są wyssane z palca. Widziałem to! Nie śniło mi się. Przyjechalem do tego miasta zaraz po tych wydarzeniach. Nawet nie wstąpiłem do pensjonatu po moje rzeczy.... To było takie strszne...
-Co to byli za ludzie?? -zapytałam z zaciekawieniem. Jakaś dziwna cząstka mnie pragnęła odkrycia tej tajemnicy.. Chciałam wiedzieć a jego umysł był kluczem.
-To..hm.. nie jestem pewien,ale jeśli wierzyć w legendy.. Eghm... Oglądałaś Wywiad z wampirem?
-Owszem...ale co to ma do rzeczy...
Spojrzał na mnie i utkwił we mnie swój przenikliwy wzrok.... Nie musiał już nic mówić... Już wiedziałam,choć nie mogłam uwierzyć.
-..o wielki Boże... Chyba nie chcesz mi powiedzieć ,że to były....
-Tak.... To były one!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz