Świat który poznaję od chwili otworzenia oczu w pewien lipcowy poranek pewnie nie pasuj do świata który zna przecietny śmiertelnik...
Czułam przeraźliwy ból pleców... Nawet nie wyobrażacie sobie jak on przeszywał... Wydawalo mi się momentami ,ze nie tylko boli mnie ciało ,ale także dusza... Wiedziałam,że działy się ze mna złe rzeczy jednak leżąc tak z zamkniętymi oczami ledwo co przebudzona nie umimałam sobie nic przypomnieć.... w ogóle chyba nawet nie chciałam..
Zdecydowałam w końcu otworzyć oczy aby sprawdzić skąd bierze się to ciepło opierające się na moich policzkach.... Jak przez mgłe zobaczyłam coś czarnego i blekitnego....
- Aaa to drzewa i niebo..- pomyślałam- Co drzewa!? Gdzie ja jestem i skąd się tu wzięłam???
Pokonując ból podniosłam się z ziemi... Zauważyłam,że wkoło mnie jest dużo krwi... Nawet do głowy mi nie przyszło,że to może być moja krew i szczerze mówiąc długo zajęło mi zrozumienie ,że tak właśnie jest. Wzięłam się trochę w garść. Zaczęłam sobie przypominać co tam robię i... kim jestem,bo tego też nie pamiętałam. Generalnie mówiąc w moim umyśle była pustka! Jakże to przeraźliwe kiedy się nie wie kim się jest... Ale prawa jest tak szokująca,że może lepiej dla mnie było w danym momencie nie wiedzieć..
Nie widzę potrzeby by opowiadać Wam co działo się ze mną przez kolejne lata,bo to były naprawdę podłe czasy... Traktowano mnie jak zwierzę. Szydzono z tego ,ze nie znam odpowiedzi na tak proste pytania jak:skąd pochodzisz? Jednak,niektóre sytuacje powodowały u mnie przebłyski pamięci. Czasami widzialam kawałek nieba,a czasami ogień i jakieś twarze.... Wszystko się mieszało,było takie bezsensowne. Nie pasowało do tego co zwykłabyłam była oglądać codziennie na paryskich ulicach w czasach tak bardzo odległych ludzią z 21 wieku.
Pojawiały się też imiona. Były niezwykle dziwne wręcz magiczne... Ursus o twarzy czarnej jak smoła a jednak nie wzbudzającej we mnie strachu.... W wizjach był wojownikiem,którego się powszechnie bano. Tak.... Wielką zagadką były dla mnie te "wspomnienia" i Ursus... Nie wiem jak to możliwe,ale chociaż nie wiedziałam co mnie z tym stworzeniem łączy tęskniłam za nim... A niedługo miałam poznać odpowiedź dlaczego...
Widywałam także w snach jakieś świetliste postaci.... Były złe na mnie... Dlaczego...? Ich olicza były tak piękne,białe....bilo od nich dobro takwielkie jakiego nie można zobaczyć u żadnego śmiertelnika a jednak gniewali się. I...jeszcze jedno co u tych postaci przykówało moją uwagę... Coś tak niezwykłego,że nie pozwalało mi wierzyć w realność tych wizji... Zarówno Ursus jak i świetliści mieli skrzydła....
Pewnego wieczoru kiedy siedziałam przed domem mego pana zauważyłam postać kroczącą po drodze. Okazała się być brzydką staruchą z cygańskiego rodu. Pozdrowiła mnie więc niechętnie odpowiedziałam... Zaproponowała mi wieszcze uslugi. Jednak odmówiłam,ale ona nalegała. Powiedziała,że zrobi to za darmo i że może mi powiedzieć co tylko będę chciała... Te słowa jakoś do mnie trafiły. Pomyślałam,że może istnieje jakaś maluteńka iskierka nadzieji ,że ona potrafi powiedzieć mi kim jestem.... Zgodzilam się.. Starucha uśmiechnęła się szyderczo i wzięła moją dłoń w swe ręce... Uczepiła się koloru mojej skóry... Bo choć już było po zmierzchu było widać ,że jest ona biała...
Kobieta zaczęła oglądać moją dłoń z każdej strony ,ściskać,prostować rozpościerać palce... Przyświecala sobie przy tym pochodnią i tajemniczo powtarzająć -mmhmmm... Na jej twarzy pojawiał się na zmianę uśmiech ,potem krzywiła usta i znowóż jaśniala... W końcu rzekła
-Skąd te blizny na plecach...? - zdziwiłam się bardzo gdyż suknia moja nie odsłaniała pleców i nigdy nikomu ich nie pokazywałam... Byłam zmuszona odpowiedzieć ,że nie wiem będąc w szoku,że ta starucha o tym wie.
Obizała warki i powiedziała,że ONA wieeee....
-Kochaneczko,kiedy Cię ujżałam siedzącą tutaj samotnie poczułam ,że nie jesteś zwykła dziewczyną. Swiat ten pełen jest cudów. Jako stara kobieta wiem co mówię,bo już nie jeden widziałam na wlasne oczy... Ty moja droga pochodzisz z zacnego rodu... Jednak pobyt tu jest karą dla Ciebie. W dodatku nie odwołalną. Mieszkalaś kiedyś...jakby to powiedzieć w świecie podobnym do naszego,ale o wiele lepszym... Istoty które Cię spłodzily były do ludzi podobne ,ale nimi nie były.. O mój Boże....One wyglądały jak....anioły!
W tym momencie zrobiło mi się słabo..Wszystko nabierało sensu... Blizny,białe twarze lśniące takim blaskiem jakgdyby spoglądać w słońce... Te twarze to ojciec i matka!... Skrzydła,anioly... Tyle się o nich słyszało w kościołach ,ale przecież myślałam,że to bójdy i w dodatku ta tam próbuje mi wmówić....
Zabralam rękę od staruchi i uciekłam wlas. Coś jeszcze za mną krzyczała ale nie dbałam już o to! Wszystko stało się tak jasne... WSZYSTKO! Tak jakbym nigdy nie miała amnezji. Ursus! Mój kochany... Nie był aniołem tylko znienawidzonym przez aniołów demonem... Ja zawsze wolałam nazwę Czarny Anioł... Taaak....Kochałam go a teraz już nigdy go nie zobaczę bo jestem na ziemi-myślałam. W tym całym szaleństwie przypomniało mi się też jak odkryto,że się spotykamy,jak rodzice byli zawiedzeni i jak rada starszych postanowiła mnie strącić za winy do niższego świata-na ziemię. Ten ból przy wyrywaniu skrzydeł przez kata... Upodobniono mnie świętą magią do czarnych jedynie kolor skóry się nie zmienił.... Jestem aniolem bez skrzydeł...a raczej byłam do pewnego momentu...
Dobiegłam do urwiska nad brzegiem morza. Myślałam gorączkowo co mam ze sobą zrobic .Patrzyłam gdzieś w dal wsłuchując sie w szum fal... Mogę go spotkać jedynie we śnie... Tak się nie da żyć... Postanowiłam. Skoczę! Stanęłam na krawędzi.. Popatrzyłam w dół na fale rozbijające się dziko o skały. Moglam to widzieć dośc dokładnie gdyz miesięczny księżyc tak lśnił,że bylo jasno jak za dnia. Widok ten nie wzbudzał we mnie strachu.. Chciałam skoczyć...ale usłyszałam za soba szelest... Odwróciłam się delikatnie by kontem oka zobaczyc co sie dzieje... Resztka ciekawości ,albo przeznaczenie?
Stała tam ona.. Mała dziewczynka... Miała może 11-12 lat. Na pozór... Powiedziała do mnie coś w stylu ,ze mnie wyzwoli... Nie powiem,żeby kusiła mnie ta propozycja,ale nie miałam nawet czasu na zastanowienie. Rzuciła się na mnie odciągając od krawędzi przepaści trzymała w żelaznym uścisku nie proporcjonalnie mocnym w stosunku do jej postury. Zobaczyłam lściące zęby... Dwa długie kły!
Później zbudziłam się jakaś inna odmieniona,między stworzeniami których nie znałam... W miejscu zwanym przez nie Grotą Wiecznego Mroku... I w istocie słońce nigdy nie zagląda w to przeklęte miejsce.... Byłam taka głodna... Wyjaśnili mi kim teraz jestem...
Władczyni powiedziala,że jestem wampirem.... Że zostałam ugryziona przez rozwydrzoną wampirzą dziewczynkę,która mnie porzuciła po przemianie. byłam jedną z nich,ale każdy widzał,że nie jestem taka jak oni.. Bo nie byłam nigdy człowiekiem... Jestem aniolem! Czarnym aniołem! Odzyskałam skrzydła i ruszam w drogę by odnaleść ukochanego... Może teraz nosi inne imię,ale poznam go w każdej postaci i pod każdym imieniem. Nie wiem gdzie jesteś ,ale kocham Cię....
A teraz.... Teraz idę na śniadanie.
Bywajcie!
1 komentarz:
nieźle...
Prześlij komentarz